Link 15.08.2008 :: 23:50
Komentuj (5)
raz, raz... raz, dwa, słyszycie mnie? Raz, raz...
Link 26.08.2006 :: 23:11
Komentuj (3)
Jest wiele rzeczy, które zawsze zadziwiać mnie będą. Niektóre z nich stają się takimi udziałem ludzi. A teraz, jak zwykle, jak poprawnie, jak należy - od ogółu do szczegółu: ostatnio wybitnie zaciekawiło mnie, co powoduje ludźmi, naukowcami mieniącymi się, że nie szczędzą starań na poszukiwanie Dowodu. Dowodu dość osobliwego, gdyż nie chodzi tu o dowody mniej lub bardziej pospolite, jak dowód zbrodni, dowód niewinności, dowód wpłaty, czy dowód matematyczny. Nie. Chodzi o naukowy Dowód na istnienie Boga. Podstawowym argumentem używanym przez ludzi chcących pojąć rozumem sprawy z dziedziny wiary jest tzw. Argument Przyczynowości (tak, zgadzam się, może posiada jakąś inną, fachową nazwę, jednak nie znam jej. Biada mi). Otóż św. Tomasz z Akwinu uznał, że jeśli wszystko ma swoją przyczynę, to musi istnieć przyczyna pierwsza, Bóg. Jednak brak tu naukowego rygoru. Skoro wszystko, to wszystko, a więc gdzie przyczyna Boga? Albo inaczej, skoro jesteśmy skłonni uznać Boga pierwszą przyczyną, to czemu nie mieści się w głowach pierwszą przyczyną mianowanie początku Wszechświata? I tak każdy, naprawdę *każdy* Dowód jest skazany z góry na porażkę, na sprzeczności. Nie od dziś wiadomo, że NIEMOŻLIWYM jest wykazanie twierdzenia, jeśli dane niekompletne. Nawet w matematyce, nauce najdokładniejszej i najściślejszej z nauk, istnieją twierdzenia (i to bardzo proste w swojej formie) niewywiedlne z przyjętego systemu aksjomatów. Odsyłam do Goedla, czy np. hipotezy continuum. A co dopiero mówić o Dowodzie. Powstają jednak szeregi artykułów, których autorzy, nierzadko doktorzy i profesorowie nauk wszelakich, często przyrodniczych, popisują się wiedzą w swojej dziedzinie i ignorancją w innych, logikę w ich poczet włączając. Jak ktokolwiek może zwać się naukowcem, nawet nauk humanistycznych, jeżeli jest na bakier z logiką? Ale
ad rem - pytań jest kilka: czy ludziom naprawdę wierzącym Dowód jest do szczęścia potrzebny? Czy ludzie starający się Dowieść nie są ogarnięci megalomanią? Co sobie wyobrażają sądząc, że nawet najlepiej wyśrubowanym rozumowaniem dosięgną takich wyżyn, jak istnienie, bądź nie, Boga? Ograniczonymi nasze umysły i pojmowanie, nie znamy nawet podstawowych faktów o otaczającym nas świecie, o nas samych. I zamiast tym się zająć, tzw. "naukowcy" rzucają się - ni mniej, ni więcej - z motyką na Słońce.
To co powyżej nie ma atakować czy bronić wiary i religii. Obiecałem sobie, że tych dwóch rzeczy nie będę nigdy poruszał, gdyż jest to rzecz osobista, a dyskutować o nich tak i owszem, ale nie tu. Chcę zwrócić uwagę na nasze naiwne podejście do świata i fałszywe wyobrażenie na temat potęgi naszych prostych, jak na skalę Wszechświata i tego co ewentualnie poza, umysłów. Od siebie natomiast na temat poruszony powiem tylko jedno zdanie, trzy słowa:
Oida ouden eidos.
Link 04.08.2006 :: 23:58
Komentuj (2)
"[...]
a fool's devotion
swallowed up in empty space
[...]"
Nine Inch Nails -
I'm Looking Forward To Joining You, Finally
Link 04.07.2006 :: 00:37
Komentuj (3)
I płynie człowiek poprzez morze bezkresne, może nawet ocean. I za dom jest mu łódka tylko, a w niej kilka sprzętów, nieprzywiązany jest do miejsca. Początkowe lata żeglugi odpychają go od wysp, od zamieszkania, przywiązania. W końcu niedawno tak wyrwał się był z wyspy rodzimej, na której zawsze było dobrze i przyjemnie, ale ciasno i duszno. A więc zbudował łodkę tchnącą bylejakością i skłonną to przewrócenia się dnem do góry, ale jednak swoją własną. Miał wielką wyspę, ale był na niej sługą. Teraz ma małą łódkę, ale jest na niej królem. O Ironio. Tak więc zatrzyma się czasem na jakiejś wyspie, pozna ją trochę, polubi, czasem nawet czas jakiś popływa tylko przy niej, ale jednak w końcu odpływa. Mija wysp setki, różnych kształtów i natury, ale jedyne na co go stać to sympatia do nich odczuwana i miłe wspomnienia. A jednak po jakimś czasie takiej samotnej, gdyby nie przelotne znajomości, wyspy, zapragnie zamieszkać. Większość z wysp nie odpowiada mu. Lubi je, lubi na nich przebywać, ale nie zamieszkuje na nich. Czasem spotyka tam innych ludzi, często już mieszkających. A więc odpływa i płynie nadal, zapamiętując jedynie położenie polubianych wysp, aby móc czasem do nich wrócić, posiedzieć chwilę na plaży. Płynie i wypatruje, jednak wyspy są za długie, za krótkie, za wąskie i za szerokie, za niskie i za wysokie, zbyt spokojne lub zbyt wulkaniczne, zbyt jałowe lub zbyt zielone. Czasem trafia na prawie idealną, ale okazuje się ona już zamieszkana. Co jakiś czas z mgły na horyzoncie wyłania się kształt. Kształt być może obiecujący, ale co z sobą niesie, co odsłoni w świetle Słońca i przy zejściu na brzeg? Czasem wystarczy przyjrzeć się z mniejszej odległości, by popłynąć dalej, ale w końcu trafia się na wyspę, gdzie nikt nie mieszka i odpowiada ona człowiekowi. Wtedy wysiada on ze swej łódki, zaciąga ją na piasek i zastanawia się, co też ta wyspa niesie. Choć tak naprawdę wcale o tym nie myśli, gdyż oszołomiony jest jej... pięknem. Czy to właśnie na niej dane mu zamieszkać?
Link 01.06.2006 :: 23:48
Komentuj (4)
Czasem człowiekowi tak bardzo czegoś brak...
Link 16.05.2006 :: 00:50
Komentuj (3)
Czy przedmioty martwe są złośliwe? Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że wczoraj mój komputer "wybrał sobie" akurat moment wysyłania nowej notki, żeby się powiesić?
Ktoś mnie naciska (ale to tylko sugestia :) ), żebym notkę jednak napisał, więc oto jest: owa notka. Miało być o zmianach i przemijaniu. A więc jak to jest, że człowiek się zmienia? Nie chodzi mi oczywiście o zmiany drobne, praktycznie codzienne, ale o wielkie zmiany, wpadanie w objęcia innego atraktora. Nic wielkiego w życiu człowieka się nie dzieje, nie jest to zmiana nagła i w momencie. Po prostu spostrzegamy, że pół roku-rok temu byliśmy zupełnie innymi ludźmi. Ktoś sugeruje, że dzieje się tak co 7 lat, licząc od narodzin. Do mnie nie pasuje, gdyż wtedy musiałbym mieć 21, a nie mam. Może każdy ma swój własny "okres zmian"? No i czemu zmiany te mają służyć? Niestety w tym momencie nawet nie wyobrażam sobie możliwych odpowiedzi na te pytania. Ale może ktoś coś wymyśli, i się podzieli.
Kolejną sprawą jest przemijanie, które ma dużo wspólnego ze zmianami. W naszym życiu cały czas stare zastępowane jest przez nowe. Stare pieniądze są zastępowane przez nowe. Stare ubrania. Stare komputery, i inne urządzenia. Stare programy. Stare szkoły. Starzy znajomi (bo przyjaciele zostają, tylko ich przybywa - miejmy przynajmniej taką nadzieję). Ale nowe nie zawsze znaczy lepsze. Dlaczego więc ludzie tak szybko porzucają stare, kiedy tylko pojawi się nowe? Jaki upatrują w tym sens? Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem w żadnym wypadku wrogiem nowości, wręcz przeciwnie. Ale czy bezmyślna pogoń za każdą nową pierdołą, która się pojawi, jest uzasadniona?
Dedykuję tę notkę C., która delikatnie zasugerowała mi, że powinienem ją napisać :P
Link 29.04.2006 :: 23:14
Komentuj (9)
Błędy i pomyłki, świadome czy nie, popełnione w przeszłości. Często mówimy, że chętnie wrócilibyśmy do tamtych chwil i zmienili to, co zrobiliśmy. Niektóre detale z przeszłości wydają się być cierniem tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Ale czy zastanawiamy się nad tym, co dzięki nim mamy? Czy zdajemy sobie sprawę, jak wiele im zawdzięczamy? To, kim jest każdy z nas, nasze osobowości, to nic innego jak wypadkowa wszystkich szczegółów z naszych biografii, od poczęcia po dziś. Nawet pozornie najmniej ważna decyzja, czy coś przyuważonego kątem oka, określa nas na przyszłość, powoduje, że w przyszłym życiu podejmiemy takie, a nie inne decyzje, które znów wpłyną na kolejne i tak
ad infinitum. Proces ten należy do chaotycznych, a więc nie można powiedzieć, że "gdybym nie zrobił/a tego-a-tego, to był/a/bym lepszym człowiekiem". Mogło być całkiem na odwrót, nie popełnienie jakiegoś błędu mogło zaowocować popełnieniem jeszcze gorszego. Tego nie dowiemy się nigdy. Oczywiście, są osoby o całkowicie zrujnowanym przez swoje decyzje życiu, np. spędzające długie wyroki w więzieniach, czy leczące się z poważnych nałogów. One mają prawo do twierdzenia, że niektóre ich czyny nie powinny mieć miejsca. Ale czy NAPRAWDĘ, czytelniczko, czytelniku, Twoje życie jest aż tak złe, osobowość tak zepsuta? Nie ma w przeszłości człowieka złych rzeczy, jeśli tylko wyciągnie z nich dobre wnioski. Dlatego nie rozgrzebujmy tego, co było, a patrzmy śmiało w przyszłość. I bądźmy lepszymi ludźmi! Nie na specjalną okazję, tylko tak po prostu, na codzień.
Link 14.04.2006 :: 16:29
Komentuj (2)
Ciągle szukamy odpowiedzi, jednak żadne nie zostają znalezione. Pytania są różne. Można powiedzieć, że życie każdego człowieka składa się z prób odpowiedzi na nie. Są takie, które wiele wysiłku nie wymagają (np. Która godzina? Wystarczy rzut oka na zegarek), a z drugiej strony są i takie, które możemy sobie zadawać do śmierci, a i tak nie rozwikłamy zagadki. Można się więc spytać (i znów pytanie), czy jest sens zadawania sobie pytań tego drugiego rodzaju. Myślę, że jest, gdyż czasem droga ważniejsza jest od celu, a podczas poszukiwań możemy natknąć się na odpowiedzi do których pytań nie potrafiliśmy wcześniej zadać. Także - kto pyta [siebie], nie błądzi :)
---
Trochę na temat nazwy:
Singularity (osobliwość) - Ogólnie rzecz biorąc, osobliwość jest punktem, w którym równanie, powierzchnia etc. traci sens, bądź się degeneruje. Osobliwości czasem są nazywane punktami osobliwymi. (http://mathworld.wolfram.com/Singularity.html)
Link 12.04.2006 :: 16:18
Komentuj (6)
Manifest.
A więc tak: jeśli chodzi o wygląd, to szablon pozostanie obskurny, dopóki nie zachce mi się zrobić własnego, a może to potrwać nawet długo.
Co zaś treści się tyczy, na pewno nie znajdziesz tutaj (teoretycznie):
a) ...moich poczynań z "dziś, względnie wczoraj"*, których przytoczenie nie ma nic na celu, poza przytoczeniem samym.
b) ...informacji o mnie, a przynajmniej nie więcej, niż uznam to za słuszne.
c) ...tego, co miałem "dziś, względnie wczoraj"* na obiad.
d) ...bełkotu.
d) ...generalnie tego, czego nigdy tutaj nie znajdziesz.
Regularność pisania: dowolna. Kiedy będzie o czym pisać i będzie chęć, pojawi się wpis.
I to tyle. Do zobaczenia w następnym odcinku.
Zapomniałbym: Witam! :)
-----
*"dziś, względnie wczoraj" odnosi się do dnia, w którym to czytasz. Dowolnego. Zawsze.